Czas na relacje ze wczorajszej sesji bo takowa się odbyła. Przyjechał do mnie Grzesiek z Basią, i pierwszy raz w zasadzie miałem okazję fotografować parę. Nigdy wcześniej jakoś nie miałem okazji, ale spodobało mi się, i teraz tylko czekam na dwie kolejne zaplanowane sesje, żeby jechać wywołać całość materiału i już móc zobaczyć efekty. W ogóle to właśnie fotografia analogowa ma też tę przewagę nad cyfrową że wzbudza pewien dreszczyk emocji, który trwa przez cały czas od zrobienia zdjęcia aż po jego wywołania i pierwsze ujrzenie efektu. Tak mi się właśnie pomyślało że tego jest pozbawiana „seryjna” fotografia cyfrowa, ponieważ z reguły robi się zdjęcie, spogląda na monitorem, i cyka następne. Tak właśnie cyka, bo ta świadomość że można zmaltretować 200 zdjęć pozwala na coś takiego że fotograf przestaje tworzyć, myśleć, zastanawiać się a oddaje się w ręce przypadku, bo naprawdę trzeba by być wielkim anty talentem żeby wśród tych 200 zdjęć nie znaleźć choć 2 w miarę trafionych. Ja się nie czepiam żeby nie było. Aparat cyfrowy też posiadam, wspomagam się nim w razie skończenia się zaplanowanej ilości klisz, a nadmiaru pomysłów. Ale tak mi się po prostu pomyślało. Aczkolwiek właśnie. Co zaobserwowałem to, to że fotografia analogowa jest powoli zabijana. Zabijana przez ciągłe wzrosty cen, wszystkiego. Wywoływania, skanowania przede wszystkim. Ale na to już niestety nic nie poradzę. Poniżej kilka zdjęć z backstage wczorajszej sesji zrobionych cyfrowym lumixem fz8.



to ja chcę w końcu żebyś nam zrobił :]
no zrobie zrobie tylko w koncu pzyjedzcie zebym was miał pod reka